kierowca autobus BUSdziennik pasażer przystanek
Teksty Wywiady

Z Pawłem przez świat, czyli podróż za kółkiem i z krzyżykiem

Paweł Czyżniewski prowadzi warszawskie autobusy. Poprzez swoją pracę pragnie służyć ludziom, a także chce „zarażać” ich życzliwością i uśmiechem. O przygodach za kółkiem pisze na blogu „BUSdziennik”.  W naszej rozmowie mówi, gdzie najchętniej zawiózłby pasażerów oraz jakie sytuacje z ich udziałem najbardziej go zaskoczyły i rozbawiły. Zdradza też, dlaczego często jeździ do Łodzi, a także… co jest konieczne przy łapaniu pcheł!

Życie od strony kółka

Pawle, skąd Twoje zainteresowanie autobusami? Od dawna chciałeś być kierowcą?

To moja pasja od dziecka. Już jako przedszkolak lubiłem siadać na parapecie i oglądać przejeżdżające autobusy. Potem nauczyłem się czytać i zacząłem studiować mapy. Poznałem całą Warszawę i tak jakoś wyszło. Poza tym jest to praca-służba – można coś robić dla ludzi. Mknąc autobusem przez miasto, obserwuję świat. Każdy dzień jest inny. Każdy dzień przynosi coś nowego.

Jak to stało się, że zacząłeś prowadzić blog „BUSdziennik”?

Kiedy robiłem w zeszłym roku prawo jazdy na autobus, dzieliłem się na Facebooku moimi przemyśleniami i opowieściami z kursu. Robiłem to tylko dla znajomych, a oni często chwalili „lekkość” moich opowieści. Zauważali, że potrafiłem pisać barwnie i z humorem. Na początku byłem tym zaskoczony, ale po jakimś czasie myśli o założeniu bloga (które podsuwały mi osoby z mojego środowiska) stały się coraz intensywniejsze. Potem przychodziły różne obawy związane z upublicznianiem się oraz z reakcją kierownictwa mojej firmy. Ale postanowiłem być uczciwy wobec pracodawcy i poszedłem do biura. Rzecznikowi prasowemu bardzo spodobało się to pisanie. Chciał mój talent szczególnie wykorzystać do redagowania „Klaksonu”, czyli gazetki zakładowej, która ma całkiem spore grono odbiorców (nie tylko kierowców i pracowników spółki). A blog? Cóż… zaczął żyć swoim życiem i mam nadzieję, że to, co robię pomaga pasażerom zrozumieć pewne sytuacje od strony kółka.

kierownica autobus kierowca kółko

Mądry kierowca wie, czego potrzeba starszej pani

Jako kierowca masz częsty kontakt z ludźmi. Czy jakaś sytuacja z udziałem pasażerów szczególnie zapadła Ci w pamięć? A może ktoś miło Cię zaskoczył?

Wbrew pozorom wielu pasażerów potrafi być naprawdę kochanych. Kiedyś pewna starsza pani postanowiła wysiąść pierwszymi drzwiami. Nie zauważyłem jej i przyznam, że nie zdążyłem uruchomić tzw. przyklęku (czyli obniżenia pojazdu), żeby mogła łatwiej opuścić autobus, ale i tak wóz sam się troszkę przechylił. Staruszka to dostrzegła po wyjściu, odwróciła się, uśmiechnęła i powiedziała: „Jak kierowca mądry, to wie, jak pomóc starszej pani. Dziękuję”.

Seniorom łatwiej jest „otworzyć się” na kierowcę, ale i na drugiego pasażera. Myślę, że to nawet nie kwestia wieku, czy tego, że nie mają już tak wielu zajęć, nie spieszą się, więc zagadną do kogoś, pogadają. Bardziej stawiałbym na mentalność pokoleniową. Młodym często nie przyjdzie do głowy, by podziękować za ponowne otworzenie drzwi. Nie musi to wynikać ze złośliwości czy niewychowania. Po prostu takie mamy czasy, że stajemy się bardziej odlegli od siebie.

A  co Cię najbardziej rozbawiło?

Najbardziej zabawna sytuacja miała miejsce ubiegłej zimy, spadł wtedy pierwszy śnieg. Obsługiwałem linię 184 i przyjechałem na przystanek Szczęśliwice bardzo spóźniony. Wiadomo – śnieg, ślisko, wolna jazda, utrudnienia i korki. Wszystko byłoby jeszcze w porządku, gdyby nie to, że razem z moim autobusem zjechało się na ten kraniec… pięć innych wozów. Takie „stadko” nam się wytworzyło. Oczywiście, na przystanku tłum ludzi. W takich sytuacjach idziemy na ekspedycję i słuchamy poleceń pani ekspedytor. Doszło do niezłego zebranka w budynku i wyglądało to komicznie, bo u nas narada, na przystanku sześć autobusów, w dodatku każdy pozamykany, a pod wiatą mnóstwo zziębniętych ludzi. Skończyło się tak, że większość została wysłana „na pusto”, czyli przejazdem technicznym na konkretne miejsce na trasie, by zacząć pracę z tamtego miejsca, a inni zabrali pasażerów, którzy stali na przystanku Szczęśliwice. Czekającym do śmiechu nie było, ale mnie ten dzień pozostał w pamięci. No i była to pierwsza śnieżyca podczas mojej pracy.

autobus 184 zajezdnia kierowca komunikacja miejska

Dwie strony medalu

O niemiłym zachowaniu kierowców, ale też osób korzystających z komunikacji miejskiej, krążą legendy. Pasażerowie są naprawdę tacy źli?

Źli nie są, ale oporni na wiedzę, tak bym to powiedział. 😉 Zza kierownicy świat wygląda zupełnie inaczej. I wielu rzeczy, my kierowcy, nie robimy na złość. Oczywiście i wśród nas zdarzają się „czarne owce”, ale to chyba jak w każdym fachu. Staram się widzieć w pasażerach dobro, na złe słowa odpowiadać spokojnie i z szacunkiem, a jak się nie da, to trudno, trzeba „olać” i robić swoje. Raz jechałem z pewną panią, która krzyczała, że jestem chamem, bo celowo spowalniam jazdę, żeby ona nie przesiadła się do autobusu przed nami. A ja po prostu byłem 3 minuty przed czasem… Ale to, że ktoś przez takie przyspieszenie mógłby nie zdążyć na autobus, to już nie jej problem, byleby ona zdążyła. I nie dała sobie niczego wytłumaczyć. Cóż, bywa i tak.

autobus pasażer komunikacja miejska
Tak Paweł widzi świat za kółkiem

Tam jest najfajniej

Gdybyś mógł zawieźć pasażerów do najfajniejszego miejsca na ziemi, to gdzie by to było?

Na plac postojowy przy lotnisku. To najlepsze miejsce, jakie do tej pory poznałem w mojej pracy. Ale inni kierowcy, którzy tam odpoczywają, chyba by mnie za to zabili…

Dlaczego?

Bo mało jest takich pętli, gdzie kierowca może wypocząć bez pasażerów w odludnym miejscu. A jakby im się „zwalili” moi, to… byłoby ciekawie.

W jakich godzinach najbardziej lubisz prowadzić autobus, a kiedy jest najtrudniej?

Uwielbiam prowadzić autobus około godz. 4:00 i 23:00. Serio. Pusto, mały ruch pasażerski, jeździ się przyjemnie, swobodnie. Wtedy odczuwam wewnętrzną wolność. Rano jestem wyspany (naprawdę!) i nastawiony na nowe przygody. Z kolei wieczorem mam poczucie dobrze wykonanej służby i zbliżającego się końca pracy. W godzinach szczytu ta wolność mija. Myśli się tylko o tym, kiedy będzie przerwa. Jeździ się wtedy non stop, dopóki naszego „szaleństwa” nie przerwie ustawodawca nałożoną przez przepisy ustawową przerwą. Sposób na korki mam prosty: jechać spokojnie, bez nerwów, kiedyś się dojedzie. Mój patron (czyli osoba, która jeździła ze mną w pierwszych dniach pracy) powiedział mi kiedyś, że pośpiech wskazany jest tylko przy łapaniu pcheł. Tego się trzymam.

Kierowca autobus pasażer przystanek noc

Nie tylko autobus, ale też łódź… i to nie byle jaka

Wiem, że ostatnio często jeździsz do Łodzi jako pasażer. Zdradzisz, co robisz w tym mieście?

Żyję! 🙂 Jadę tam po życie. Odkryłem miejsce, które mnie przemienia, przyprowadza do Pana Boga. To wspólnota „Mocni w Duchu”. Najpierw bywałem na rekolekcjach, które głosili w Warszawie (mają zespół ewangelizujący na całym świecie), potem przyjeżdżałem do Łodzi na msze z modlitwą o uzdrowienie. W tym roku przeżyłem rekolekcje ignacjańskie prowadzone przez tę grupę, które zaowocowały… wstąpieniem do wspólnoty. Do Łodzi mam kawałek, ale trud poświęcony na dojazd nie idzie na marne. To jest tak, że opuszczam na chwilę swoją codzienność i wypływam w rejs. O właśnie – taka moja (Ł)łódź.

Czy wiara ma wpływ na Twoją pracę za kółkiem?

Szczególnie zapamiętałem jeden poranek (a raczej dla wielu środek nocy). Godzina 2:00 –  tradycyjnie wstaję, poranna toaleta, szybki prysznic, śniadanko, przygotowanie do pracy i założenie butów. Do zakładu docieram po 3:00, tam jak zwykle chaos o tej porze, bo mnóstwo kierowców właśnie wtedy przybywa na poranną zmianę. Driverzy są różni. Nie będę ukrywał, że wielu z nich narzeka właściwie na wszystko. A to na pasażerów, a to na polityków, a to na pogodę. Czasem ktoś opowie jakiś seksistowski żart, czasem ktoś przeklnie.

Mając takie towarzystwo można pomyśleć, że łatwo samemu „zdołować się” i również przejąć ten styl życia, zwłaszcza gdy pora nie nastraja do „samodzielnego” myślenia. A jednak biorę kubek gorącej herbaty, dokumenty i z uśmiechem na ustach wędruję szukać mojego pojazdu. Za bramę wyjeżdżam, śpiewając na cały głos „Zmartwychwstały Pan jest pośród nas”. To fragment pieśni „Mocnych w Duchu”.

Tak, jestem dziwakiem. Ale myślę, że wiara mi daje właśnie to, że w momentach, które mogłyby być beznadziejne, kiedy wręcz logika nakazuje, że powinienem zachować się agresywnie, impulsywnie, to mam w sobie wewnętrzny spokój. Wierzę, że Bóg jest ze mną nie tylko w kościele i pobożnych czynnościach. Wierzę, że jest też w przypadkowym trzaśnięciu drzwiami przez pasażerkę czy w walce z awarią wyświetlaczy. I w końcu wierzę, że jest również w ludziach, których spotykam w czasie pracy.

Mężczyzna chłopak drzewo las park konar gałąź

Nie tylko „BUSdziennik”

 Masz też drugi blog – „Wyruszyć w dal”. O czym tam piszesz?

O wierze, sensie życia, miłości, drugim człowieku. Lubię dużo o tym myśleć i przelewać to wszystko na papier. Uwielbiam się dzielić z innymi tym, co potrafię. Jeśli komuś moje wpisy pomagają ujrzeć na nowo Pana Boga, zobaczyć radość wokół siebie samego, to myślę że blog swoje zadanie spełnia. Ale piszę przede wszystkim dla siebie.

Chcecie bliżej poznać Pawła? Zapraszam na jego blogi i  fanpage Wyruszyć w dal oraz  BUSdziennik. A teraz – szerokości!

Szerokości autobus przystanek ZTM
Grafika autorstwa Pawła 🙂
Udostępnij u siebie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close