Kobieta o dwóch twarzach Chrzescijanka z sąsiedztwa
O tym myślę

Kobieta o dwóch twarzach i do tego jeszcze blogerka. Czego o niej nie wiecie?

Nie od dziś wiadomo, że życie blogerki to sielanka, zwłaszcza lifestylowej. Mam mnóstwo wolnego czasu, porządek w pokoju oraz aromatyczną kawę, którą „serduszkują” moi fani na Instagramie (wróć, zapomniałam, że kawę piję tylko od święta). A teksty i posty? Piszą się same… Dziś np. będzie o tym, że jestem kobietą o dwóch twarzach i nie zawsze wszystko jest super. Zapraszam do czytania, a ja tymczasem wracam do wanny pełnej piany. 😉

Twarz 1.

Sukces jest Kobietą

Sukces jest Kobietą! Siła jest Kobietą! O tak! Te hasła motywują (czasami) do działania. Ja również mam fazy, w których chcę coraz więcej zdobywać, poznawać, zwiedzać. Od początku dnia wszystko przebiega sprawnie, realizuję kolejne punkty. Praca, w międzyczasie zdrowe śniadanie, blog, fanpage i „strategia” na kolejne dni, idealny makijaż, fitness, spotkania towarzyskie, zdążę pomalować paznokcie, w skupieniu przeczytać Ewangelię na dany dzień i nawet uda mi się być dobrą. Wszystko bez wysiłku. Tryskam humorem. Zauważam małe i większe sukcesy. Jestem z siebie dumna. Cały czas uśmiecham się. Super wyglądam. Robię peeling i maseczkę. Jest naprawdę idealnie. Śpię snem sprawiedliwego (a raczej sprawiedliwej), jak mawia aktorka Małgorzata Socha.

kobiety zachód słońca sukces zwycięstwo
pixabay.com

Twarz 2.

Dzień jak co dzień?

Wstaję trochę za późno, a na śniadanie są tylko jajka, bo rano wolę posiłki BT (białkowo-tłuszczowe). Niedawno była Wielkanoc, więc mam ich trochę dość. No nic… Patrzę w lustro i uważam, że poprzedniego dnia wyglądałam jakoś lepiej. Fryzura „out of bed” nie jest moją ulubioną i przypominam sobie, że wczoraj skóra była „ładniejsza”. Jestem niezadowolona, bo już 15 minut temu powinnam usiąść do pisania, a w dni powszednie przesuwające się wskazówki zegara to dla mnie rzecz prawie święta. Pisanie nie idzie tak szybko, jak bym chciała. Koniec końców, jestem zmęczona, walczę z upływającym czasem, nie mam czasu dla innych. Humor nie jest już taki świetny.

W wersji hard chcę rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady albo pójść spać. Na szczęście ta faza trwa krótko. Chociaż wyjazd to nie jest taki zły pomysł, bo sen i chwilowa zmiana środowiska czasami czynią cuda.

autobus podróż wyjazd busik wakacje
pixabay.com

Która z „codzienności” jest wam bliższa? A może obie?

Jak wyjść z twarzą?

Od kilku miesięcy często przypominam sobie o 27-letniej Holly Butcher, która zmarła na nowotwór kości. Przed śmiercią napisała list. Jej słowa dają do myślenia.

„(…) Być może stałeś dzisiaj w korku albo twoje cudowne dzieci nie dały ci znowu w nocy spać. Może fryzjer obciął ci włosy zbyt krótko, a twoje nowe paznokcie mają odpryski. Twoje piersi są za małe, masz cellulit na udach albo oponkę na brzuchu.

Przysięgam, że nie będziesz myśleć o tych rzeczach, kiedy nadejdzie twoja kolej. To wszystko nie ma znaczenia, gdy patrzysz na życie jako całość” – przekonuje Holly.

Holly Butcher rak nowotwór śmierć dziewczyna plaża drinki
Facebook.com/Holly Butcher

Uśmiech na twarzy – prawdziwy czy narysowany?

Niedawno (szczęśliwi czasu nie liczą ;-)) jeden z Czytelników zadał mi pytanie, co sprawia, że zawsze bije ze mnie radość. Spieszę z odpowiedzią, choć może będzie ona nieco trywialna. 😉 Jestem szczęśliwa i dbam o to, aby tak było. Nie będę ukrywać, że wiara ma duże znaczenie. Wiem też, że jestem tak bardzo kochana. Dla mnie ważne jest również poznawanie siebie, pokonywanie słabości, a jednocześnie ciągłe przebaczanie sobie i innym. Często uśmiecham się i żartuję. Jednak często, to nie znaczy zawsze. Również miewam gorsze chwile (patrz twarz 2. i wersja hard), ale wtedy walczę, by znowu przypomnieć sobie, jak wielką jestem szczęściarą. Co mi w tym pomaga? Rąbka tajemnicy uchylam już w innym wpisie ¬ czytaj. 🙂

PS. Tekst oczywiście napisał się sam, a ja właśnie wróciłam z relaksującej kąpieli. Teraz pora na aromatyczną kawę… 😉

 

 

 

 

 

 

Udostępnij u siebie

2 Comment

  1. Ja mam dzisiaj dzień nr 2 🙁 Z powodu bolesnej miesiączki nie dałam rady pójść „na paznokcie” (a jutro mam wesele!) ani na spacer z przyjaciółką, w dodatku wobec wszystkich zachowywałam się tak, że „bez kija nie podchodź” w każdym momencie mając ochotę wybuchnąć płaczem 🙁 Ale nic to – wszystko można zacząć od początku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close